Dominikana na własną rękę w 12 dni | PLAN WYJAZDU

by Dawid Świętochowski

No i stało się! Nasze marzenie o rajskich plażach i podróży zza ocean się spełniło!   Zorganizowaliśmy objazdówkę po Dominikanie, gdzie spędziliśmy 12 cudownych, pełnych przygód (aczkolwiek nie raz pełnych grozy) dni 😀 Spakowaliśmy się w bagaż podręczny i ruszyliśmy w drogę.

W tym wpisie pokażemy Wam, jak wyglądała nasza cała podróż dzień po dniu – Dominikana na własną rękę !  Ten wyjazd po raz kolejny utwierdził nas w przekonaniu, jak fajne jest podróżowanie bez biura podróży.  Będziemy chcieli i Was do tego przekonać!  Chcemy naszymi wpisami sprawić, że nie jeden / nie jedna z Was zdecyduje się na podobną podróż 🙂

Tak więc, EMPEZAMOS!*

*zaczynamy

WARSZAWA-BRUKSELA-PUNTA CANA

Tym razem nasza podróż rozpoczyna się w Warszawie. Do Dominikany lecimy z przesiadką w Brukseli . 

  • Mikołów-Katowice  –  pociąg Koleje Śląskie,
  • Katowice Warszawa Centralna –  pociąg PKP Intercity,
  • Warszawa Centralna – Lotnisko Chopina – autobus miejski  ZTM Warszawa ( można również dojechać szybką koleją miejską).

Okęcie- to tutaj rozpoczynamy naszą 29-godzinną podróż do raju 😀 ale spokojnie, nie wystraszcie się tej liczby godzin, Dominikana jest zdecydowanie bliżej 🙂 Zaraz Wam wszystko wyjaśnimy 🙂

Bruksela

Do Brukseli lecimy liniami Brussels Airlines na główne lotnisko Zaventem.  Lot do Dominikany mamy dopiero następnego dnia. Uznaliśmy, że skoro już mamy przesiadkę w miejscu, gdzie jeszcze nas nie było, to musimy z tego skorzystać i poznać trochę to miasto – stąd nasza 29-godzinna „przeprawa”.. Około 15:00 lądujemy i udajemy się na dworzec autobusowy, skąd odjeżdża autobus do centrum ( piętro „0). 
Przed wejściem na dworzec znajduje się biletomat, gdzie kupujemy bilety i jedziemy do centrum Brukseli na zwiedzanie i frytki oczywiście 😀 . 
Lot do Dominikany mamy następnego dnia, a z racji tego, że jeszcze nigdy nie mieliśmy okazji spać na lotnisku, postanowiliśmy spróbować „jak to jest”… 

Rada od Podrożników Dwóch

Noc na lotnisku Zaventem – Bruksela

W przypadku trasy do Dominikany z TuiFly nie ma możliwości odprawienia się samodzielnie, a co za tym idzie, nie można przejść do strefy wolnocłowej wcześniej niż na 3h przed wylotem, kiedy to zaczyna się check-in. W związku z tym, nasze wyobrażenia o mięciutkich pufach i przyjemnej nocy na lotnisku zderzyły się z rzeczywistością, w której do dyspozycji mieliśmy tylko twarde krzesła..Jeśli nie wyobrażacie sobie takiej nocy, pomyślcie o jakimś pobliskim hotelu.

ale… możemy Was zapewnić, że lotnisko jest bardzo dobrze przystosowane do „koczujących” tu w nocy turystów ( w strefie wolnocłowej) i jeśli zastanawiacie się czy jest bezpiecznie, jest się gdzie położyć itd. to zdecydowanie mówimy TAK! 🙂

No dobra, ale przecież miało być o Dominikanie!

1. dzień : Punta Cana/Bavaro - pierwsze wrażenie

Po dziewięciu godzinach lotu docieramy do Ameryki Północnej- Punta Cana witamy !

Jakie było nasze pierwsze wrażenie? Szczerze, to niezbyt dobre.. a to za sprawą taksówkarzy, którzy na każdym kroku „zachęcają” do skorzystania z ich usług.  Poczuliśmy się osaczeni. Mimo kilkukrotnych odmów z naszej strony, mężczyźni dalej szli za nami, próbując nas namówić. Gdy jeden odpuścił, kolejny podchodził. Dochodziło również do sytuacji, gdzie straszono nas, że jest niebezpiecznie i jeśli nie skorzystamy z taxi i zdecydujemy się iść pieszo, możemy zostać okradzeni…  

Trzeba wiedzieć, że Dominikana jest biednym krajem, a ludzie tam szukają przeróżnych sposobów na zarobienie kilku dolarów, stąd takie „nagabywanie”.

Pierwszy nocleg zabookowaliśmy w Bavaro – mieście oddalonym od Punta Cany o ok. 20km. Dogadujemy się z pewnym taksówkarzem, że po drodze zatrzymamy się w supermarkecie Jumbo i kantorze bez dodatkowych opłat (Plaza San Juan). Pan idzie z nami do sklepu, pokazał nam gdzie co i jak. Kupujemy wodę, kartę z internetem, a na końcu wymieniamy dolary na peso w pobliskim kantorze. Gdy docieramy do hostelu, rozpakowujemy się i pędzimy na plażę.  Widoki cudowne!

Wszystko o transporcie znajdziecie w kolejnym wpisie.

DSC_0209

Śpimy w Herald Share Apartment. Na wielki plus zasługują tu śniadania. Otrzymaliśmy „menu” i każdy mógł sobie wybrać to, na co miał ochotę. U nas jest to jajecznica oraz pancake + owoce.

2. dzień : Santo Domingo

 

Na drugi dzień zaplanowaliśmy sobie stolicę Dominikany -Santo Domingo. Jest to świetna baza wypadowa na półwysep Samana, do którego chcemy dojechać w następnej kolejności.

W Santo Domingo próbujemy dominikańskiego piwa – Presidente oraz objadamy się owocami.

3-4. dzień : Las Galeras

Z Santo Domingo ruszamy do Las Galeras. Jeśli chcecie zasmakować prawdziwego dominikańskiego życia, to koniecznie musicie tu wpaść! Las Galeras to mała wioska, „na końcu świata”. Spokojna, z dala od masowej turystyki. Zamieszkuje ją tylko kilka tysięcy ludzi. Prowadzi do niej jedna droga, a na jej końcu znajduje się piękna playa Grande. 

W Las Galeras jest jeszcze jedna plaża – playa Playita. Warto wybrać się na nią spacerkiem. Mimo  niewielkiej odległości od plaży Grande, nie wyglądały one tak samo.

Plaża Rincon

Będąc w Las Galeras grzechem byłoby nie pojechać na pobliską plażę Rincon. To nasz zdecydowany faworyt jeśli chodzi o dominikańskie plaże! Na Rincon można dostać się łódką lub samochodem. My wybieramy opcję tańszą – samochód. Kierowca zażyczył sobie i tak niemałą kwotę, jednak my zagadujemy się z poznanymi tam Francuzami i dzielimy koszty na czterech. 😀

Znajduje się tam również piękna rzeka Cano Frio. Jak nazwa wskazuje, woda rzeczywiście jest frio (zimna).

5-7. dzień : Las Terrenas

W Las Terrenas spędzamy aż 3 noce. Po pobycie w Las Galeras, Las Terrenas jest dla nas niemałym zaskoczeniem. Duża ilość restauracji, aż dwa supermarkety w pobliżu oraz kluby. Wiązało się to oczywiście z większą liczbą turystów i gwarem na ulicach. 

Mimo dużej liczby turystów w Las Terrenas, plaża jest prawie pusta.

Niestety, w Dominikanie często widzimy na ulicach porozrzucane śmieci. Dominikańczycy nie są nauczeni dbać o ekologię ( przynajmniej tak jest w miejscach, które odwiedziliśmy). Rzucanie pustych butelek czy papierków to sytuacje, których często byliśmy świadkami.

Pobyt w Las Terrenas to  dla nas czas prawdziwego odpoczynku, leniwych spacerów, rumu pitego przy basenie oraz pizzy jedzonej w restauracji na plaży.

8. dzień : Bayahibe

Bayahibe jest naszą bazą wypadową na największą i najbardziej wyczekiwaną atrakcję wyjazdu – Saonę.  Robimy zapas jedzenia, picia i szykujemy się do jutrzejszego wypłynięcia na wyspę ( na wyspie nie ma sklepów).

IMG_0995

9-11. : dzień Saona

Rano udajemy się do portu, gdzie czekamy na „mototaxi”. Po ok. godzinie podróży docieramy na wyspę. Spędzimy tutaj dwie noce, z dala od sklepów, turystów i słodkiej wody w kranie. 😀 

Szczegółowy opis naszego pobytu na Saonie znajdziecie w tym wpisie.

12. : dzień Bavaro/Punta Cana

Z Bayahibe kolejnym (i już ostatnim) miejscem jest Bavaro, czyli miasto, od którego zaczynaliśmy naszą podróż. Jedna noc w Bavaro, zrobienie zakupów, odpoczynek i wracamy na lotnisko..:(

Przemieszczanie się po Dominikanie

Zwiedzając Dominikanę, korzystaliśmy jedynie z transportu publicznego. Nie jest on bardzo rozwinięty, a mimo to udało nam się odwiedzić  wszystkie zaplanowane przez nas miejsca.

Szczegóły  naszego przemieszczania się, wraz z cenami opiszemy Wam w tym wpisie.:)

El Limon i Góra Czarownic- czemu nas tam nie było?

Odpuściliśmy sobie dwie bardzo popularne atrakcje w Dominikanie-atrakcje, z którymi wielu kojarzy się Dominikana, dlaczego?

Jak zauważyliście nie jeździliśmy w rejony turystyczne, staraliśmy się unikać komercji i turystów. El Limon jak i Góra Czarownic kojarzyła nam się właśnie z takimi miejscami. Nie interesowały nas atrakcje, typu ” szybko zrobić fotkę, bo ktoś mi wejdzie w kadr”.

Na pewno jest tam pięknie i  nie mamy zamiaru Was zniechęcać do tych dwóch miejsc. 😉 Nas po prostu bardziej kręciły miejsca spokojne,w których spędzimy trochę czasu w spokoju zachwycając się tutejszym klimatem i widokami.

Podsumowanie

Wyjazd , jak widzicie był dość intensywny. Ciągle się przemieszczaliśmy, a nasz najdłuższy pobyt w jednym miejscu to 3 noce 😀 Ale lubimy to ! „Zasmakowaliśmy” typowego dominikańskiego życia, z dala od luksusów „all inclusive” . Mimo tego, że Dominikana jest bardzo popularnym kierunkiem wakacyjnym wśród Polaków, to spotkaliśmy ich dopiero 10. dnia. Dzięki temu zwiedziliśmy Dominikanę  „naprawdę” – zarówno od tych dobrych i jak i złych stron.
Poznaliśmy Dominikańczyków, ich gościnność i otwartość. Nie ma możliwości przejść tam i być  niezauważonym. Czas jakby płynie wolniej, ludzie się nie spieszą, mają czas na spotkania, rozmowy. Są chętni do pomocy nawet mimo bariery, jaką jest nieznajomość języka angielskiego.

 Powinniśmy brać przykład z ich podejścia do życia, uśmiechu na twarzy!

Jeżeli wpis wam się podobał lub macie jakieś pytania zapraszamy do komentowania, będzie nam niezmiernie miło 🙂

Podróżniki Dwa

You may also like

Leave a Comment

Lubisz ciasteczka? Pewnie Czytaj więcej

Privacy & Cookies Policy